Tuesday, September 13, 2016

Wieści z frontu

Ostatnio ludzie dziko lajkujo moje historie mieszkaniowe, więc postanowiłam się nimi podzielić też tutaj. Tylko czekać aż agencje jutjubowe i nieruchomości zaczną do nas pisać z ofertami. Czekam :v

Słowem wstępu: Zamieszkałam jakiś czas temu razem z Mimi na warszawskich bielanach. Mieszkanie po kosztach, więc nie jest najpiękniejsze, ale w ogóle nam to nie przeszkadza. Bawimy się świetnie.





Nie, to nie śmietnik. Najlepiej mi się pakuje w worki na śmieci.

Przeprowadzka, czyli wieści z frontu #2
Po wejściu do przedpokoju rzuca się w oczy stara, ruska lodówka i telewizor z ogromnym dupskiem, który nie chciał wleźć do szafy. Mieszkanie po czwórce (!) studentów. Chyba same laski tam były. Czemu?
Męskie bokserki za szafką. Używane, zwinięte.
Prawo jazdy, pewnie właściciela bokserek - rocznik 95'
Drzwi do pokoju się nie domykają, a klamka wypada. Na co można ją kleić? Na taśmę. A na co można kleić szufladę? Na lakier do paznokci :)
W kuchni nie działa zimna woda. Ale w sumie czajnika też nie ma, więc problem gotowania zimnej wody z głowy.
3 czajniki elektryczne. Trzy, kurwa. Żaden nie działa. W akcie desperacji zagotowałam wodę na kawę w garnku.
Kanapy popsuły - nie składają się. Ja nie wiem co one tam robiły :v
Mimi w sekrecie przed ludźmi słucha kasety Madonny, którą ma w pokoju. Wiem to.

Klamka balkonowa jest zamontowana odwrotnie. W sumie śmieszki.



PS. Jak przeprowadziłam się na Pragę to spalili mi most. A jak przeprowadziłam się na Bielany to Top Market w remoncie. Niech was wszystkich ciężki penis ;/
PPS. Nadal się świetnie bawię :v



Wieści z frontu #3
Mimisiowa kanapa rozpada się na pół, w efekcie jeśli ktoś szalony zdecyduje się na niej spać, zwyczajnie wpada do środka. I w tym momencie się budzi :v
Za łóżkiem znaleźliśmy gumkę. Nie do włosów, nie do ścierania i nie do żucia. Gumkę pełną miłości.
Mimi szybko ogarnęła sobie nowe łóżko na olxie. Jebutne wyro 140x200, po które pojechaliśmy na białołękę i zabraliśmy komunikacją miejską. Ale wygląda i się nie rozpada.







Wieści z frontu #4
Dostałyśmy oficjalne przyzwolenie od właścicielki mieszkania na wypieprzenie wszystkiego, co jest zbędne. Mimi wyniosła telewizor. Sama. Ten, który nie mieścił się do szafy. Musiało to wyglądać komicznie na tych kręconych schodach, bo aż sąsiad się zlitował i powiedział, że wyniesie to za nią. Klatka się trochę poobijała.
Sąsiedzi muszą mieć grubego mindfucka widząc na zmianę jednolicie czarne i różowiutkie pranie na balkonie.
Historia moich drzwi - klamka była zepsuta od początku, więc ją po prostu wyjęłam i miałam gdzieś. Problem powstał w momencie, kiedy śrubka od zamka utknęła w futrynie i NIE DAŁO SIĘ WYJŚĆ Z POKOJU. Staraliśmy się wyłamać zamek, ale cholerstwo było twarde i się nie dało. Mimi taktycznie wyjechała, a my krzyczeliśmy przez drzwi do współlokatora, żeby nas wypuścił, ale chyba też go nie było. Ostatecznie wyjęliśmy szybę z drzwi i przez dziurę wyleźliśmy. Wychodzimy, wchodzimy do pokoju Mimi, a tam owy współlokator. Ze słuchawkami na uszach :v Aktualnie czekam na nowe drzwi. Z klamką.
Klamka balkonowa umarła, przy jednej z pierwszych parapetówek, gdzie kumpel nie wiedział, że jest odwrotnie założona. I otworzył drzwi. Well, he tried. Klamka aktualnie leży na parapecie.
Wypieprzając zbędne rzeczy dostałyśmy się do szafki za drzwiami. 3 czajniki elektryczne. Żaden nie działa. Bombki choinkowe, liczniki, plecione koszyczki. A teraz wisienka na torcie. Czego najmniej bym się tam spodziewała? Tego, czego w mieszkaniu jest niedobór i się pieprzy. KLAMKI, KURWA. Mamy całą reklamówkę klamek. Komuś klamkę?

#ciągdalszynastąpi


Ładna foteczka dla atencji.

No comments:

Post a Comment