Monday, April 10, 2017

Korean Beauty: Lolita fashion dla Sephora Polska




Dlaczego lolity promują koreańskie kosmetyki w Sephorze?
Głównie dlatego, że mogą :v Lolita jest stylem, który mocno się wyróżnia i przyciaga wzrok, więc są idealnym marketingiem. Oczywiście, na zapleczu nadal mówiono na nas "koreanki", bo nikt nie miał zielonego pojęcia co my w ogóle na sobie mamy. Grzecznie uświadamiałyśmy ludzi skąd wziął się ten styl i jakie ma powiązanie z Koreą. O dziwo - powiązanie jest. Prawie 10 lat temu, kiedy jeszcze nikt nie miał facebooka, a adminka PUGa miała 8 lat (chyba, że ma więcej i się dobrze kamufluje, no offence) - lolity miały już swoje forum, na którym dzieliły się swomimi strojami, upolowanymi ubraniami i informacjami odnoście makijażu czy pielęgnacji. Głównie koreańskimi. Dzięki loliciemu forum dowiedziałam się o istnieniu kremu BB z Misshy, którego używam do dziś. To lolity jarały się skin79 i innymi markami, które teraz są tak  popularne. Pamiętam wątek z opiniami dla poszczególnych sprzedawców z ebaya, bo zdarzały się tam podróbki. Teraz wszystkie kosmetyki są ogólnodostępne, a dziewczyny z Sephory wiedzą o nich więcej niż większość osób, które je stosuje. Nie musicie już szukać godzinami recenzji i opinii - polecam po prostu przejść się do Sephory i zwrócić się do osób, które tam pracują - większość z nich przetestowała je na własnej skórze i może na ich temat powiedzieć więcej niż jesteście w stanie wyczytać w internecie. Z tego miejsca polecam Izę i Annę, które pracują w warszawskiej Arkadii ;) Z ciekawych kosmetyków zakochałam się jeszcze w pachnących paletkach z Too Faced, ale nadal biję się z myślami, że sa mi one kompletnie zbędne, bo i tak nie umiem w mejkap [*]





Arkadia była moją czwartą współpracą z Sephorą. Lolity można było spotkać także na Marszałkowskiej, w Galerii Mokotów i na Press Day. Nasza rola w sklepach polegała na promowaniu koreańskich kosmetyków w ramach akcji Korean Beauty. Fakt, ciężka praca, bo musiałyśmy stać w tych lolicich (lub mniej) butach po 10 godzin, ale pozytywne nastawienie ludzi sprawiało nam sporą frajdę - uśmiechali się, machali do nas, zagadywali i robili sobie zdjęcia. Dzieci dostawały od nas plakaty (o dziwo bez napisu Sephora:D). Dawno się nie nasłuchałam tylu miłych słów i bardzo się cieszę, że mogłam znów wskoczyć w kilka lolicich sukienek, które już od dłuższego czasu kurzą się w mojej szafie. Pewnie jeszcze długo będę miło wspominać całą akcję:)

Co najbardziej denerwuje w takiej pracy? Ludzie. Smętni, pędzący do kasy z mordem w oczach. Zdarzały się niemiłe komentarze w naszym kierunku, pogardliwe spojrzenia. Współczuję im, że nie mają żadnej radości w życiu i nawet serdeczny uśmiech dwóch uroczych dziewczynek nie jest w stanie sprawić poprawić im humoru. Właśnie na tym skupiała się cała nasza uwaga - chciałyśmy zwyczajnie sprawić, że ludzie będą się uśmiechać. Nieważne, że gdzieś biegną i spoglądają nerwowo na zegarki. Kątem oka zawsze nas dostrzegali, a jeśli na nas tylko spojrzeli - tak czy siak szczerze się do nas uśmiechali. I tutaj dochodzimy do tego, co w tej pracy byłonajprzyjemniejsze - ludzie. Ludzie, którzy odwzajemniali nasz uśmiech.





No comments:

Post a Comment